Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Polemika z wywiadem J. K. Ardanowskiego dla „Naszego Dziennika”

Z wnikliwą uwagą przeczytałem w ”Naszym Dzienniku” z dn. 18.12.2020 r. wywiad z b. ministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim, któremu Prezydent RP – Andrzej Duda powierzył przewodnictwo Radzie ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.

Już w tytule „Zapraszam do rozmów”, a później wielokrotnie J. K. Ardanowski podkreśla znaczenie dialogu, rozmów ze zwykłymi ludźmi i spotkań z rolnikami oraz zainteresowanymi podmiotami, jako podstawy podejmowania decyzji, kiedy pełni się funkcję ministra rolnictwa. Dialog wg niego posiada kluczowe znaczenie, wręcz totalne, gdyż – jak czytamy tekst wywiadu – ”…musi się toczyć na wszystkich poziomach i na każdym froncie”.

Kiedy Jan Krzysztof Ardanowski pracował na stanowisku ministra rolnictwa, zwykli ludzie, a nawet działacze organizacji rolniczych, musieli pokonywać olbrzymie trudności, aby porozmawiać z nim w gabinecie szefa resortu. Dostęp był pilnie strzeżony i podlegający surowej selekcji. Dialog z rolnikami, szczególnie, gdy byli niezadowoleni, gdy musieli borykać się z poważnymi kłopotami oraz domagali się szybkiego działania, przebiegał według jednego schematu: minister Ardanowski pouczał, pokrzykiwał, arogancko odpowiadał na trudne pytania, wreszcie – obiecywał. A, że były to przeważnie puste obietnice, tego nawet rolnicy mogli nie wiedzieć.

Rada Rolnictwa i Rozwoju Wsi dla Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który przeżył dotkliwie fiasko swoich politycznych planów utworzenia koła poselskiego, m. in. do szantażowania rządzącej partii PiS, stała się swego rodzaju wehikułem realizacji niespełnionych ambicji, aby pozostać krytykiem rządu, ustawić się w roli jedynego i najlepszego obrońcy rolników.

Uchwycił się jednego tematu: tzw. ustawy futerkowej, aby na tej kanwie budować swoją pozycję oraz tuszować – przy pomocy propagandowej młócki – swoje zaniedbania oraz szkodliwe decyzje. Realizację programu rolnego PiS odłożył ad kalendas graecas. Pełniąc obecnie funkcję przewodniczącego Rady, obiecuje w wywiadzie prasowym, że uda się dzięki temu powstrzymać „wszystkie niebezpieczne dla rolników rozwiązania”.

Można z tej wypowiedzi b. ministra rolnictwa Ardanowskiego wysnuć wniosek, że rząd premiera Mateusza Morawieckiego, z obecnym ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Grzegorzem Pudą, kryje w zanadrzu jakieś szkodliwe zamiary i rozwiązania dla rolników i mieszkańców wsi. Jan Krzysztof Ardanowski, widocznie, nie ma zaufania ani do rządu, ani do ministra Pudy. I choć rytualnie zaprzecza, że jest inaczej, to uważny czytelnik „Naszego Dziennika” zrozumie, o czym mówi. Pomimo eufemistycznych zastrzeżeń, Jan Krzysztof Ardanowski nie szczędzi krytycznej oceny ministra rolnictwa Grzegorza Pudy. Jawnie oraz bez ogródek atakuje go generalnie za to, że słabo się orientuje, o tym co dzieje się w kraju, a nade wszystko – zarzuca brak spotkań ze zwykłymi ludźmi. Poucza, że minister powinien pełnić swoją funkcję podczas codziennych rozmów z rolnikami, podczas wizyt w terenie. Dialog ma bowiem kluczowe znaczenie.

Jak to jest? Jan Krzysztof Ardanowski, człowiek ze sporym doświadczeniem w polityce, ostentacyjnie, w prasie krytykuje ministra Grzegorza Pudę, nie daje mu nawet zwyczajowego czasu – przynajmniej „stu dni” – aby dał się poznać po efektach, sprawdził w działaniu. Co gorsza, takie publiczne krytykowanie – na początku pełnienia powierzonej mu przez premiera misji – można określić, że jest to „rzucanie kłód pod nogi”. I to ze strony polityka tej samej partii, a nie przez kogoś z totalnej opozycji. Co najmniej nierozsądnie, bo nie powiem że cynicznie, wybrzmiała uwaga Jana Krzysztofa Ardanowskiego wobec ministra Pudy, który rzekomo nie lubi spotkań ze zwykłymi ludźmi, dialogów z rolnikami bezpośrednio w terenie. Tyle razy słyszałem zapewnienia od b. ministra Ardanowskiego, że on to naprawdę twardo stąpa po ziemi, czyli nie jest oderwany od rzeczywistości.

Tymczasem, jak spojrzeć dookoła, dzisiejsza rzeczywistość z powodu niebezpiecznej pandemii COVID – 19, nie pozwala, a nawet zabrania spotkań i konferencji, wyjazdów w teren. Wypada więc zapytać Jana Krzysztofa Ardanowskiego: co się stało, że wbrew swoim zapewnieniom, tak ewidentnie odleciał ?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Skip to content